10.03.2026
W chwili, gdy w powietrzu rozbrzmiewają pierwsze słowa błogosławieństw Adhan (chodźcie się modlić), słane przez Muezina w przestrzeń toczącego się życia, energia zatrzymuje się na nich. Gdziekolwiek jestem, w zatłoczonym Marakeszu, oddychającej Oceanem Essaouira, zbudowanym na nowo Agadirze, czy pustynnym Hassilabied, w tej chwili ciało zaczyna rezonować inaczej. Muezin wybierany jako człowiek dobrego charakteru, z donośnym głosem, pięć razy dziennie wzywa wiernych do modlitwy, do pamięci o tym, co ważne. Czasem żal, że dobry głos zastępuje teraz nagłośnienie, ale mam nadzieję, że dobry charakter, będzie zawsze ważnym kryterium. W górskim miasteczku CHEFCHAOUEN czyli Szafszawan, w którym spędzam zimę, nawoływanie do modlitwy, brzmi wyjątkowo. Pierwszy Meczet jest daleko, w nocnej ciszy słyszę śpiew, który ledwo przebija się przez sen, potem dołączają kolejne głosy z coraz bliższych Meczetów, podparte górskim echem. Nie ma znaczenia jakiego jesteś wyznania, jest to moment zbliżenia do Nieba. Ramadan ma ten stan przedłużyć.
Będąc w tych realiach, postanowiłam spróbować mocy 30 dniowego postu przerywanego, jaki obowiązuje w Ramadanie. RAMADAN, święty miesiąc mający upamiętnić objawienia Koranu. To czas przeznaczony na modlitwę, refleksję, wpuszczenie Boga do świątyni cielesności, ale także zobaczenie innych poprzez obowiązkową dobroczynność. Warto nadmienić, że kiedy piszę o obowiązku, ma to w Maroku zupełnie inny wymiar, niż ten, który znamy. W tej kulturze wszystko jest bardziej sugestią, niż presją. Twoje życie należy do ciebie. Rozliczenia z Bogiem także. Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z taką ilością zmian zasad, decyzji, postanowień czy umów, jak w tym kraju. Doprawdy w morzu powinności, zawsze istnieje możliwość odstąpienia.
Z taką więc lekkością przystąpiłam do ramadowanego postu, wiedząc, że mogę w każdej chwili zaprzestać. Pierwsze zaskoczenie przyszło bardzo szybko. Post nie zawiera się tylko w pojęciu od rana do wieczora, ale trwa od brzasku, do zachodu słońca. Ponieważ Ramadan to święto ruchome, godziny postu nie zawsze są te same. Jeśli więc brzask ma miejsce przed piątą rano, około trzeciej trzydzieści trzeba zacząć przygotowania do porannego posiłku. SUHUR to jego nazwa, a powinien zawierać wszystko to, co da ci energię na cały dzień. Nie będzie odkrywcze, kiedy powiem, że są to jajka, sery, pełnoziarniste pieczywo, suszone i świeże owoce. No, ale…………teraz będzie o tym jak to jest u mnie. Jeśli marokańskie życie toczy się nocą, a tak jest, nie sposób zasnąć przed północą. Na sen przed Suhurem pozostaje zatem dwie, trzy godzinny. Nie należę do osób, którym nie wchodzi śniadanie, ale na miłość boską, nie o czwartej rano. Skracam więc czas przygotowań do minimum, by jeszcze chwilę pospać i zjadam głównie sery, avocado i owoce, bo to jeszcze jakoś mi przechodzi. Niezwykłą wagę ma tu także wypicie solidnej porcji wody, gdyż ramadanowy post, to powstrzymanie od jedzenia, PICIA, używek, bliskości cielesnej.
W oddali słyszę śpiew Muezina, a to oznacza, że ciemność zaraz się rozproszy i mój post właśnie się rozpoczął. Pierwszy dzień, jest stanem niewiedzy, wszystko jest nowe i nie wiesz jak do tego podejść. Umysł szuka zabezpieczeń, a mój wchodzi wtedy w polemikę ze wszystkim. Stoję więc konfrontacji i wciąż zadaję pytania sugerujące, że wiem lepiej. Program meteorologiczny w telefonie wskazywał wschód słońca na szóstą dziesięć, to dlaczego o trzeciej trzydzieści, ktoś wali w bęben idąc ulicami miasteczka i zatrzymuje się pod każdym domem. Po co mam się zrywać wcześnie, jeśli nie zamierzam jeść dużo i przygotowywać wymyślnych potraw.
Odpowiedzi przychodzą w spokoju. Czas Ramadanu jest okresem jeszcze większej akceptacji, niż w Maroku bywa to zazwyczaj. Czas cichego głosu, łagodnego spojrzenia, empatii, duchowego świadectwa. Przynajmniej takie są intencje, bo brak papierosa, kawy, wody, cukru, weryfikuje nieraz ludzkie możliwości. Co do wytrzymania bez jedzenia około piętnastu godzin, nie miałam wątpliwości. Krótkie posty, to u mnie stan permanentny, ale cały dzień bez wody wzbudził emocje. I co się okazało. Stara, znana prawda. Wszystko masz w swojej głowie. To co każe nam jeść, pić, to nie zawsze potrzeba. To przyzwyczajenie, nawyk, przekonanie.
Piszę ten tekst z perspektywy 20 dnia postu. Nigdy nie odczułam głodu, bardziej rejestruję, jak często nawykowo przegryzłabym jakiś owoc, orzeszka, czekoladkę. Rejestrowanie to uświadomienie i w tym stanie łatwo jest zaobserwować, że to nie potrzeba, ale manifestacja systemu nagrody, której domaga się umysł. Woda, także nie jest konieczna w takich ilościach, jak nam się sugeruje. Kiedy organizm oczyszcza się postem, pokazuje ci, które składniki są dobre, do tych woła, a które zbędne i te odrzuca.
Gospodarka wodna wraca z zaburzeń i nawodniony żywą wodą ze źródeł Szafszawan organizm, zaspokaja się piciem w godzinach nocnych i porannych. Z wrodzonej ostrożności noszę ze sobą butelkę w plecaku, kiedy spaceruję w słoneczne dni, ale pragnienie gaśnie podczas postoju niezwykle szybko, bez potrzeby picia. Dni mijają bez pośpiechu. Ponieważ to państwo wyznaniowe, każdy decyduje, czy praca jest mu w tym czasie konieczna do życia, czy może się od niej powstrzymać. Krócej pracują urzędy i biura, czasem szkoły. Prywatne sklepy,kramiki, restauracje, niektóre hotele zamykają podwoje. Wspaniały to według mnie stan decyzyjności za siebie. Ludzie w większości nie robią zapasów. Z dnia na dzień człowiek łaknie bardziej skupienia, refleksji, pojednania z sobą i Źródłem, a mniej jedzenia. Wieczorami dostępne jest wszystko.
Czy rejestruję ubytek masy ciała. Tak. Pomimo, że ilość kalorii nie uległa znacznej redukcji, dwa posiłki dziennie zjedzone w spokoju, kontemplacji i uważności oraz długie przerwy na trawienie, dają widoczne efekty zmiany sylwetki i poczucia lekkości. Coś dzieje się także w sferach psychiki. początkowa nerwowość, czujność, przekształca się w akceptację, radość, świetlistość, jasność myśli. Wiele osób twierdzi, że nie zmienia swojej aktywności w czasie Ramadanu. Moje obserwacje są inne. Jestem tu już piąty miesiąc i czuję teraz wyciszenie całego systemu, pewne zawieszenie, bezruch w wektorze skierowanym do wewnątrz. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca odezwie się głos Muezina. Czas na modlitwę, na przerwanie postu mlekiem i dwoma daktylami wymienionymi pomiędzy bliskimi, jak nasz opłatek.
Codziennie odnoszę wrażenie, że tylko to mogłoby wieczorem wystarczyć, ale zaczyna się IFTAR, kolacja bez przepychu, przygotowana z wdzięcznością za przeżyty dzień. Będzie smakowita zupa harira, zupełnie inna w każdym domu, czasem kawałek duszonego w cebuli i pomidorach mięsa lub pieczony kurczak, kozi ser, pomarańcze z cynamonem i ramadanowe ciasteczko z sezamem. A teraz słodkich snów. Niekoniecznie. Czujesz jak organizm wszystkie siły kieruje do żołądka, słabniesz. Trwa to zaledwie moment, ale jest odczuwalny wyraźnie. Organizm dostaje zasilanie. Ciekawe uczucie, którego nie znamy, bo prawie zawsze wyprzedzamy ten stan.
Po chwili siły wracają, więc czas na spacer po niezliczonych zaułkach Szawen i nocna kawa w kawiarni. Przywilej mężczyzn i turystów. Kobiety raczej pozostają w domach lecz nie zawsze swoich. Odwiedziny, ploteczki, wymiana smakołyków i żartów, trwa do późna w nocy. Uczestniczą w tym także dzieci, w mniej konserwatywnych rodzinach, także pary mieszane. W Maroku czuje się swobodę, a w Szafszawan, także mocną pozycję kobiet. To miejsce, które nie pierwszy raz w historii świata objawiło, jak mocna jest żeńska energia. Ale to już na inną opowieść.
W Meczetach trwają modlitwy, o pokój, o jedność, o godne życie, dla każdego z nas. Czas wracać do domu. Na sen pozostało znowu niewiele czasu.