Z dziennika podróży (02.2026)

09.02.2026

Ciało potrzebuje czasem " niczego ".

Marakesz – to miasto, o którym słyszał każdy. Niektórzy tłumaczą tę nazwę jako  •Ziemia Boga• ( Mur Akusz ). Miałam przez kilka ostatnich miesięcy okazję doświadczyć tego miasta w wielu odsłonach, wynajmując tam mieszkanie przez 10 miesięcy.  Marakesz jest głośny,  pełny ludzi, pojazdów wszelkiej maści( koń, osioł także), towarów, usług, ofert i turystów  z całego świata. Leży w centrum, ma wodę, i ziemię na której rosną palmy daktylowe. Stał się już w średniowieczu potężnym centrum spotkań dla karawan handlowych, ciągnących ze wszystkich stron. Było to też miejsce, gdzie spotykały się kultury, religie, światopoglądy, bo spotykali się ludzie, więc i wszystko to, co nieśli ze sobą. I taki pozostał.
 
Jesienią, wiosną, temperatura jest stabilnie przyjemna, zimą noce przyprawiają nieświadomych turystów o dreszcze, a mieszkańców nieogrzewanych domów zmuszają do używania ciepłej odzieży całą dobę.  Latem natomiast, Marakesz się gotuje. Jest sucho, upalnie, płasko, niemal jak na pustyni. Nie bez powodu, nazwany jest czerwonym miastem. Mimo, że na horyzoncie wypiętrzone są góry Atlas, jego masyw rzadko jest widoczny. W mieście unosi się czerwony pył, zasłaniając wszystko. Czerwną barwę mają także budynki i wierzcie mi kurz domowy, także jest czerwony. Wiele osób na szybkie pytanie o stolicę Maroka, wymienia właśnie Marrakesz i kiedyś doprawdy tak było.
 
Co tam trzeba zobaczyć ? Oczywiście Souk( targ) w Medinie. Medina to stare miasto w Marrakeszu,  jest duża, bardzo duża. Na przestrzeni lat wchłonęła niejedną dzielnicę, więc i targ jest ogromny. Znajdziesz tu wszystko, o czym się słyszy i jeszcze więcej. Piękne zachowania są częste. Informacja, zachęta, spojrzenie z troską, czasem bezinteresowna opieka, pomoc  wszystkiego tego doświadczyłam, ale to tygiel ludzki, więc ostrożność jest konieczna. Główne arterie tego targu, przeznaczone dla turystów, nie były obiektem moich emocji, ale schowane w starych Fondoukach ( domach podróżnych ) małe warsztaty i  sklepiki pełne unikatowych wyrobów, owszem tak. Dżami al-Fana, to ogromny skwer, gdzie zaoferowane będzie Ci wszystko. Głośno, nachalnie, w tłumie i rytmie bębnów, na betonie możesz zjeść, wypić, tańczyć solo lub kobrą, małpą, Wodzianem ( tradycyjny polewacz wody). Możesz jeśli lubisz – ja, nie. Możesz także odwiedzić zabytki, o których piszą wszystkie przewodniki. Wbrew pozorom nie jest ich dużo. Możesz wejść do Ogrodów Majorelle, kupując odpowiednio wcześniej bilety, bo są na każdej liście do zwiedzania.
 
Ja wolę pokazać Ci parki dostępne dla wszystkich, gdzie zmęczeni upałem i hałasem, nieliczni rdzenni mieszkańcy, odpoczywają w cieniu drzew na ziemi lub ławkach. Praktykować Qigong w parku, w którym ochrona bez słowa zrozumiała, że  pracujemy z energią i potrzebne są nam spokój i przestrzeń. Zrobić  zakupy w Kooperatywach, wierząc, że wydany pieniądz zasili także rodziny mieszkające w odległych i dzikich jeszcze czasem terenach, gdzie tworzą unikatowe wyroby, niemieszczące się w sztywnych ramach pojęcia piękna. Wypić kawę, sok, posiłek w cenach dostępnych dla każdego, więc dla ciebie tanio.
 
Czy pokochałam Marrakesz? Nie. Dla mnie jest w nim za dużo i za szybko,  chociaż oczywiście każdy,  może znaleźć tu to czego potrzebuje. Ja uwielbiam z gwaru miasta, z ogromnego naprawdę ciśnienia,  wejść do Riadu. To tradycyjny dom bogatszych mieszkańców większych miast.  Kiedy na jednej z wypraw, nazwałam nocleg w Riadzie noclegiem w szafie, było dużo śmiechu. Tymczasem, ja pamiętam z dzieciństwa starą szafę, w której lubiłam się bawić, lub ukrywać przed nadmiarem wrażeń. Mrok, zapach perfum, cisza, nie tylko koiły ciało i zmysły, ale pobudzały wyobraźnię. Riady zbudowane na planie kwadratu, z otwartą przestrzenią dziedzińca, często z basenem, fontanną, roślinnością są bogato wyposażone i zdobione. Wchodzisz jak do baśni i chcesz zobaczyć wszystko. Jest pięknie, pachnąco i gościnnie. Sączysz herbatę, zagryzasz ciasteczka, trzymając swobodnie nogi na podwyższeniu, opowiadasz, słuchasz, przeżywasz.
 
A kiedy chcesz „niczego”, zamykasz się w pokoju, którego okna wychodzą do wewnątrz lub okien nie ma i masz swoją dziecięcą szafę. Ja uwielbiam!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry